Save info   Get password
Home Submit your blog Edit Account Rules RSS-Archive Contact


policja federalna z zagadka
2007-08-01 21:04:00
Tak bym wam chciala napisac, ze juz wszystko zalatwione, ze podgorska superwoman rozlozyla biurokracje brazylijska na lopatki, ze wszyscy urzednicy jedza mi z reki, oczarowani faktem, ze moga miec ze mna do czynienia- ze zalegalizowalam swoj pobyt w Brazylii, wyrobilam sobie lokalny pesel, zapisalam sie na studia, dostalam legitymacje studencka, karte do biblioteki i studencki bilet na autobus razem z bladorozowymi zetonami sluzacymi do tanszego placenia za przejazd pod warunkiem posiadania owego biletu... ...--- ale, jakby to dobitnie ujac- sorry, ale nie.Uderzam wlasnie o moje granice percepcji absurdow, ktore nie wydawaly mi sie wcale wczesniej szczegolnie waskie. Mam wrazenie, ze swiat stanal na glowie i wlazyl do geby jajko na twardo. Kafka w porownaniu do brazylijskiej rzeczywistosci to naiwniak bez wyobrazni, a to wszystko ma miejsce anno domini 2007.Biurokracja brazylijska przechodzi ludzkie pojecie. Dzis znow udalo mi sie kolejny raz przesiedziec cale popoludnie na policji fed


36 godzin.
2007-08-03 18:17:00
Jestem we Wrocławiu od 36 godzin. Czuję się mniej więcej tak, jak czułem się jedenaście miesięcy temu w Aalborgu. Przeżywam obrzymi szok, ale tym razem to nie jest zwykły szok kulturowy - to, że Dania i Polska są inne ustaliłem już jakiś czas temu. Czuję się tak, jakby jakiś dowcipny fizyk z Hamburga włączył wielki akcelerator cząsteczkowy akurat jak przejeżdżał tamtędy mój autobus, zakrzywił czasoprzestrzeń i przeniósł mnie w alternatywną rzeczywistość. Poważnie: Wrocław to jest zupełnie inne miasto, niż to, z którego wyjechałem.Na przykład wyburzają Poltegor i budują Skytower. Z dnia na dzień Wrocław staje się siódmym najwyższym miastem w Unii Europejskiej. Po skończeniu budowy wyższe drapacze będą miały tylko Paryż, Frankfurt, Londyn, Madryt, Walencja i Warszawa. Oczywiście Skytower jest tylko efektem nowobogackiego myślenia o rzeczywistości, bo jak nazwać inaczej płacenie półtora miliona złotych za możliwość mieszkani


Chałas y haos
2007-08-03 07:15:00
Od leżenia w hamaku i słuchania jazzu popadłem w jakąś deprywację sensoryczną. Obniżyło mi się ciśnienie, spadło tętno i stępił się refleks. I to bardzo niedobrze w świetle przyjazdu do Wrocławia. Bo tutaj rzeczywistość stawia przed nami wyzwania.W ciągu 24 godzin zdarzyło się: spotkałem na ulicy Gosię. Bartek, mój autystyczny bratanek, zaczął pisać na komputerze pełnymi zdaniami. Byłem świadkiem stłuczki. Na imprezę wpadł Kryniu, który nigdy nie wpada. Poszedłem na stację benzynową po piwo i Reddsa dla jakiejś koleżanki, której imienia nie pomnę, a ona mnie opieprzyła, że malinowy jest obrzydliwy. Po raz drugi spotkałem na ulicy Gosię, w zupełnie innej części miasta. Nela, moja półtoraroczna bratanica, złamała obojczyk. Zaprzyjaźniłem się z Panem Jarkiem z biura podróży.Patrzę też tak na to jak to się szybko Wrocław zmienia i w oczach pięknieje i rozwija i przypomina mi się taki tekst Stanisława Staszewskiego:Rosną w P


ciekawostki wielkomiejskie, czyli jak to sie robi w Brazylii...
2007-08-07 18:44:00
Niech sobie Motriuk zaprzata glowe quarterlife crisisem, a ja tymczasem smakuje sok z goiaby i wielkomiejskie zycie w wydaniu brazylijskim...Porto Alegre jest zartem z wszystkich europejskich wyobrazen o Brazylii. Przede wszystkim naprawde jest tutaj zimno jak diabli, choc podobno nie przez caly rok. Przez caly rok natomiast mieszkaja tutaj przede wszystkim potomkowie emigrantow z Wloch, Niemiec i Polski, a wiec blond wlosy i okragle twarze sa jak najbardziej na porzadku dziennym. Mimo to jakis wscibski staruszek spytal mnie wczoraj w supermarkecie o pochodzenie mojego interesujacego ksztaltu nosa (grrr...).Miasto jest raczej biale etnicznie, do tej pory widzialam dwie (slownie: dwie) czarnoskore osoby, ktore w charakterze wedrownych handlarzy sprzedawaly na ulicy koraliki z Belem. Do tego, jakby to ujela Bridget Jones: przykro mi Panowie, ilosc widzianych mulatek w stringach tanczacych sambe: 0.Miasto jest rowniez lewicowe jak sie patrzy, nie bez kozery odbywalo sie tu juz czterokro
Read more: czyli

Kryzys po ćwiartce
2007-08-05 04:56:00
Błogosławiony i zarazem przeklęty to wiek życia, w którem okazją do zabawy może być wszystko.Nie oszukujmy się, po ćwiartce już tak zabawnie nie jest. Kryzys ćwiartki życia (vel Quarterlife Crisis) dotyka większości osób kończących studia - Was najprawdopodobniej też. Ja się na tym znam tylko trochę, ale Podgórska napisała o tym magisterkę, więc wszelkie pytania o szczegóły proszę kierować do niej. Kryzys z grubsza przejawia się tak: Spotyka się dwóch kolegów z liceum (G i M). Obaj kończą studia, władają językami, porobili staże i przyszłość przed nimi uchylona jest szeroko. Siedzą na ławce w parku w rodzinnym mieście, jeden pije Lecha Free, a drugi małego Żywca.M: Stary, mam depresję. Nie mam celu. Nic mi się nie chce. G: Mi też nie. Nawet jak się spotykam w jakimś towarzystwie to mi się gadać nie chce. M: ...G: Nie wiem, czy mam szukać pracy, iść na imprezę, zacząć nowe studia czy co.M: O właśnie. Niby poszedłbym na jeszc


sprzedawca bizuterii z Porto Alegre
2007-08-09 21:23:00
Tytul brzmi troche jak Sztukmistrz z Lublina, ale niech juz zostanie.Uliczny sprzedawca bizuterii z Porto Alegre zostal przeze mnie zauwazony juz dawno. Czy to slonce, czy to deszcz, (czy to lecia, lecia), on siedzial zawsze na tym samym rogu Avenida Osvaldo Aranha. Nie pytajac mnie o zdanie umiescil swoj maly kram na trasie, ktora chodze codziennie po kilka razy; czy to idac na uniwerek, do parku Redencao, czy do najlepszego klubu gejowskiego w tym miescie. Sprzedawca wygladal jednoczesnie ciekawie i sympatycznie. Nie mial polowy przedniego zeba, ale za to krecone blond wlosy, okragle okulary i mnostwo koralikow na szyi. I kiedy to Podgorska chodzila sobie po Porto Alegre i usmiechala sie do swiata, to swiat zazwyczaj usmiechal sie do niej twarza ulicznego sprzedawcy bizuterii.Juz Podgorska myslala, ze ta znajomosc zatrzyma sie na wstepnym etapie rozwoju-i bedzie jak w Austrii, gdzie koledzy po 3 latach mowienia mi hallo, wie geht's? oswoili sie na tyle, zeby spytac o moje imie-- al


miedzykulturowy lansik
2007-08-12 19:54:00
Naleze do tych nielicznych osob, ktore nigdy nie maja ze soba aparatu fotograficznego i ktore naprawde nie przepadaja za zdjeciami z podrozy typu "Podgorska+ kolumienka", ktorymi katowali mnie kiedys moi rodzice. Obecnie moja polityka zdjeciowa jest polityka "co laska", jesli ktos chce moj fizys uwiecznic i mi te zdjecia udostepnic, to bardzo fajnie, ale jak nie, to wielkiej tragedii nie bedzie. Tym razem moim dobroczynca okazal sie moj sasiad.No i poza tym skoro Motriuk uskutecznia lansik swojej wakacyjnej sportowej sylwetki, to ja sie tez zalansuje miedzykulturowo ;)Zdjecie zostalo zrobione dzisiaj w parku Redencao.W rolach glownych wystepuja (od lewej z gory): Japonczyk Billy, ktory przyjechal do Brazylii uczyc sie portugalskiego ze wzgledu na handel produkowanymi tutaj ziarnami soji (sic!) Obok niego Podgorska. A obok na jej lewicy---Widzieliscie moze film "2 dni w Paryzu"? Glowny bohater dzieli sie tam z widzami swoja teoria na temat przypadkowych spotkan na kuli ziemskiej. Mniej


dzien po
2007-08-12 07:36:00
Jesli kiedys bedziecie w Brazylii i ktos zaprosi was na 8 rano na targ, zeby kupic swieza wode z kokosa, to po pierwsze musicie koniecznie pojsc, a po drugie wezcie ze soba lepiej szczoteczke do zebow i jakis sweter na wieczor, bo spotkanie moze sie nieoczekiwanie przeciagnac do pozna w nocy...Swieza woda z kokosa w niczym nie przypomina slodzonego skondensowanego swinstwa, ktore mozna kupic w Polsce. Jest lekko metna woda o bardzo delikatnym smaku i kupuje sie ja na targu w plastikowych butelkach, cala sprawa zalatwiana jest mniej wiecej tak jak kupowanie wina na Balkanach. Dlaczego o niej pisze? Moi drodzy, Brazylijczycy twierdza, ze woda z kokosa jest swietna na kaca.Na targ poszlam z moja kolezanka za studiow, a potem nie wiem jak znalazlam sie w jej domu z nakarmiona feijao z ryzem, tradycyjna potrawa brazylijska, i spojona tequilla, tradycyjnym napojem meksykanskim. A to wszystko w doborowym (rowniez Waszym :) towarzystwie. Wspomniana przez Motriuka miedzykontynentalna impreza


Wicie, rozumicie
2007-08-12 04:05:00
W związku z faktem, że doprowadzam mieszkanie do stanu poprzedniości, mój wpis będzie miał charakter lapidarny.Tak, tak. Była wczoraj impreza i byli tak zwani wszyscy. A nawet więcej niż wszyscy, bo nastąpiło łączenie międzykontynentalne i toasty wznosili za nas również brazylijscy znajomi Podgórskiej (toasty Tequillą; o siedemnastej czasu lokalnego...).Chciałem ogólnie się wytłumaczyć z braku aktywności. Przez ostatnie dni miałem parę rzeczy na głowie a nawet jak coś napisałem na bloga, to nie publikowałem, bo strasznie brakowało mi puenty.A teraz jadę do Sławy. I tam w ogóle nie będzie technologii, więc musicie uzbroić się w cierpliwość do czwartku.


globalizacja poszła na wakacje
2007-08-18 06:49:00
Coś się w te wakacje globalizacja popsuła. Najpierw zaczęły się walić giełdy na całym świecie. Na szczęście kierowany swoim ponadwymiarowym nosem zdążyłem wycofać swoje skromne fundusze emerytalne z akcji i przeniosłem je w obligacje i mogę teraz tylko uśmiechać się do tych, co nosy mają mniejsze, a mój nos obrali sobie za przedmiot żartów.A potem stało się coś znacznie gorszego, czyli zepsuł się Skype. 220 milionów ludzi ogłuchło i oślepło na kilkadziesiąt godzin. Po kilkudniowych wakacjach spędzonych bez technologii siadłem do komputera, a tu się mi Skype na szaro świeci. Zacząłem panicznie szukać alternatyw. Może gadu-gadu? Może telefon stacjonarny? Może smsy? Trochę mi ciśnienie skoczyło, ale wygląda na to, że wszystko wraca już do normy.Pomyślałem sobie, że jakby tak równocześnie na tydzień padł Skype, Gmail, Facebook i YouTube to czekałaby nas chaos i żadne obniżki stóp procentowych Banku Rezerw Federanlnych nie urat


powiatowy lansik
2007-08-17 04:45:00
Już wsiadając do pociągu we Wrocławiu czuliśmy się trochę śmiesznie. Jak trójka Drombo. Maciek z wielkim plecakiem, w zielonych spodniach, białej koszuli od garnituru i w stylowych mokasynach z frędzelkami. Ja w amerykańskich gumofilcach rozmiar 50 i z przedwojenną kraciastą walizką po dziadkach. A po środku piękna niewiasta Karolina. Wysiadając na dworcu w Głogowie czuliśmy już na sobie wzrok mieszkańców.Głogów to jedno z tych miast o istnieniu którego wiemy, ale nie za bardzo wiemy gdzie leży i z czym je kojarzyć. Jak Iława. Jak Łomża. Jak Radomsko. Jak Ciechanów. Bo my wiedzieć nie musimy. Nie interesuje nas Polska powiatowa skąpana w szarości bloków i nieodnowionych starówek. W ogóle najchętniej spędzalibyśmy czas na wrocławskim Rynku albo na zakupach na Via Montenapoleone albo na Oxford Street. A to są lata świetlne od Głogowa, więc traktujemy go tylko jako przymusowy postój w drodze nad jezioro Sławskie.Tyle że bezrobotni bywalcy b


półka
2007-08-21 12:18:00
Jak człowiek wyjeżdża, a potem wraca, to się często okazuje, że stan w jakim zostawiał swój pokój różni się od stanu obecnego.Zajrzałem dziś na swoją półkę z książkami, którą przejęła pod moją nieobecność rodzina. I oto co znalazłem :)


fotostory: przygody blondynki
2007-08-21 07:14:00
Pojechalismy na wycieczke, zabralismy misia w teczke. Wycieczka odbyla sie do malego wloskiego miasteczka Gramado polozonego kilkadziesiat kilometrow od Porto Alegre. Miasteczko slynie z najwiekszego festiwalu filmowego, trakcie ktorego rozdawane są tzw. brazylijskie Oscary. Ponadto w regionie jest cala masa fabryk czekolady, w ktorych jest ona rozdawana wszystkim odwiedzajacym. Jak sie pewnie domyslacie, czekolade dostalismy, a Oscara tym razem nie. Natomiast sama statuetka odzwierciedla mentalnosc Brazylijczykow, bo ów Oscar ma szeroki i promienny usmiech :) Zobaczcie sami:Z kolei fabryki czekolady zbudowane sa tutaj troche jak Disneylandy (szczypta magii i gotowe), maja zawsze swojego "mentora", na przyklad wielkiego misia. Jedna z rzeczy, o ktorych nie ma sensu pytac: dlaczego. I ja tam bylam, i goraca czekolade pilam.Pozniej wybralismy sie nad piekny wodospad, a wiec nie obeszlo sie bez foty: Podgorska i kolumienka.


Zrobil sie nam blog publicystyczno-moralizatorski,...
2007-08-20 16:07:00
Zrobil sie nam blog publicystyczno-moralizatorski, a wiec nie wrzuce kolejnych postow w stylu "przygody blondynki w puszczy" bez skomentowania trzech ostatnich wypowiedzi Motriuka. A to wypowiedzi istotne, zwlaszcza, ze wlasnie Brazylia daje bardzo dobre wyobrazenie o tym, do czego doprowadza rozwarstwienie spoleczne doprowadzone do ekstremum.Jesli byc biednym, to w Europie, ale jesli bogatym, to w Brazylii. Jesli ma sie tutaj pieniadze, to kraj ten oferuje niesamowite mozliwosci robienia sobie dobrze w bardzo wyrafinowany sposob. Mozesz lezec pod wlasnym wodospadem, pic swiezo wyciskane soki owocowe i byc przy tym wachlowanym przez jakas seksowna mulatke. Mozesz byc wozona limuzyna przez wyfraczonego mulata do najbardziej ekskluzywnych sklepow swiata. Masz do dyspozycji niesamowicie wielkie przestrzenie, piekne slonce, krzyz poludnia na niebie i pagorkowaty krajobraz z widokiem na ocean. Przed upalem ochroni cie klimatyzacja, w twoim ogrodzie beda kwitnac najbardziej egzotyczne kwiaty


Wyobrażenia stadne
2007-08-19 15:48:00
Jestem osobą o dosyć utylitarnym podejściu do robienia zakupów. Dużo częściej kieruję się stosunkiem jakości do ceny niż marką produktu (kieruję się też często dostępnością rozmiaru, jako że jestem człowiekiem dużym). Dlatego często zaskakują mnie zakupy dokonywane pod wpływem loga. Są na przykład takie chińskie okulary przeciwsłoneczne, które na bazarze można kupić za 5 euro, ale te same okulary z doklejonym symbolem Dolce & Gabbana kosztują kilkanaście razy więcej.Rozmawiałem o tym ostatnio ze specami od marketingu, dopytując o mechanizmy skłaniające człowieka do kupna dóbr luksusowych. Sprawa sprowadza się--i nie jest to dla mnie zaskoczenie--do tego, że nabywcy kupują nie produkt, ale wyobrażenie o nim. Czyli moje spodnie, moje okulary, moje auto coś o mnie mówią, albo raczej wyobrażam sobie, że coś o mnie mówią. Że to się potem przekłada na "sukces społeczny" i "samospełnienie" to już inna kwestia. Jednak mówiąc pros


Mam problem. Nie ma pradu, ogrzewania ani wody
2007-08-25 21:34:00
W Porto Alegre pada. Pada od trzech dni, jest piekielnie zimno i mokro. Temperatura w mieszkaniu oscyluje wokol 7 stopni, chorzy sa wszyscy, nawet wlochaty pies wlascicielki. Kaszle i ja, dla towarzystwa. Slowa "que frio!" (jak zimno!) zastepuja nam juz takie frazy jak dzien dobry, jak sie masz, spij dobrze czy do widzenia.W mieszkaniu wilgotnosc jest taka, ze woda skrapla mi sie na nosie, a krople deszczu na parasolu przyniesionym do domu wysychaly przez pare godzin.Odkad zaczelo padac, woda w kranach najpierw zaczela piekielnie smierdziec, po czym zupelnie przestala plynac . Siedze w domu bez wody, a na okolo mnie szaleje ulewa.Przy obiedzie dzisiaj zgaslo swiatlo, wylaczyli prad na jakies dwadziescia minut. Internet, na szczescie, nie przestal dzialac.W centrum miasta tworza sie wielkie kaluze z wody, lisci i fekaliow wszystkich dzikich psow, zaczynaja wychodzic szczury. "Miasto powinno cos z nimi zrobic!", mowi moja dona Teresa, a ja nie potrafie sie z nia nie zgodzic.W tej sytuacj


Mam problem. Proszę o pomoc.
2007-08-25 03:42:00
Mam problem ze zrozumieniem czasu. To znaczy wszyscy mamy z tym problem, ale ja tu mówię o czymś bardzo praktycznym. Może ktoś z Was będzie mi w stanie pomóc.Za kilka dni czeka mnie lot na Fidżi. Startuję 30 sierpnia (w czwartek) popołudniu z Londynu. Wieczorem czasu lokalnego, 30 sierpnia, ląduję w Los Angeles. O 2330, nadal 30 sierpnia, startuję ponownie i lecę na Fidżi.Podczas tego ostatniego lotu przelatuję nad linią zmiany daty, lecąc ze wschodu na zachód. I tu się zaczynają schody. Na bilecie napisane mam, że ląduję 30 sierpnia o 510 rano. I ja tego za nic nie pojmuję. Czy tam nie powinien być raczej 31 sierpnia? A może 1 września?Jest to o tyle ważne, że muszę się skontaktować z moim landlordem i powiedzieć mu kiedy przyjeżdżam, żeby odebrać klucze.Załączam grafikę z Wikipedii (można kliknąć i powiększyć), może mi to ktoś wytłumaczy...


te rzeczy, ktore chcieliscie wiedziec o lambadzie, ale wstydziliscie sie zapytac
2007-08-24 06:40:00
Lambada: Frequently asked questions.1. O czym mowi ta piosenka?Jak to o czym mowi, mowi o milosci! I to jak :) Doprowadzil mnie kiedys do lez, a potem sam odszedł placzac (X2)Będzie plakac wspominajac miłośc, o która nie potrafil sie zatroszczyc (X2)Wspomnienie będzie mu towarzyszyc, gdziekolwiek nie pojdzieWspomnienie zostanie z nim na zawsze, gdziekolwiek by nie poszedł Taniec, słońce i plaża, zachowam je we wspomnieniachMilosc sprawia ze tracisz i ze odzyskujeszBędę tanczyc lambade, pamiętając o tym, zeBył taki moment, kiedy ta milosc nami rządziła Doprowadzil mnie kiedys do lez, a potem sam odszedł placzac (X2)Będzie plakac wspominajac miłośc, o która nie potrafil sie zatroszczycWspomnienie będzie mu towarzyszyc, gdziekolwiek by nie poszedlWspomnienie zostanie z nim na zawsze, gdziekolwiek by nie poszedłPiosenka, śmiech i ból, melodia miłościMoment, który zostanie z nami na zawszeCzujecie sie usatysfakcjonowani intelektualnie i e


Brasil, Brasil
2007-08-23 16:30:00
Właśnie oddajemy się tej fantastycznej czynności oglądania YouTuba na imprezie.Specjalnie dla Podgórskiej, rok 1989, Brazylijczycy przebojem wchodzą na szczyt list przebojów. Siedmiolatki na koloniach szaleją, ja jak zwykle stoję pod ścianą.
Read more: Brasil

blondynka w sklepie z bielizna
2007-08-23 07:50:00
Ostatnio zaczelam tesknic za tym fantastycznym uczuciem, ktore towarzyszy ci, kiedy zachowujesz sie jak gbur. Wiecie, o jaki rodzaj przyjemnosci mi chodzi, prawda?Mowie o tym komforcie szybkiego wejscia i wyjscia z banku, biura czy Urzedu Wojewodzkiego.Mowie o komforcie szybkiego splawienia sprzedawcy nadskakujacego ci w sklepie obuwniczym.Mowie o komforcie nie lapania kontaktu wzrokowego, nie wdawania sie w niepotrzebne rozmowy, o tym wygodnym odpersonalnieniu interakcji spolecznych.Wchodzisz do supermarketu, chwytasz dlugopis, rajstopy i krem do rak, wykladasz na lade, odczytujesz cene na wyswietlaczu, wykladasz pieniadze, zgarniasz reszte do kieszeni, kiwniesz glowa na pozegnanie i wychodzisz. Po prostu poezja. Jesli zakupy w Europie bylyby poezja, to byloby to skape w slowa haiku.Jestem teraz w kraju, gdzie zakupy bylyby poematem pisanym trzynastozgloskowcem.I kiedy w Europie generalnie wartoscia jest czas, i jego oszczedzanie osiagane jest poprzez automatyzacje kontaktow spolec


system
2007-08-23 07:00:00
Kiedyś był system komunistyczny, teraz jest system binarny. Oba są dalekie od ideału. Oba działają poniżej optimum. Oba doprowadzają człowieka na skraj wytrzymałości. System komunistyczny był jednak oparty na innych założeniach. Założenie było dosyć humanistyczne. Nieśmiertelne "Nie da rady" w urzędzie lub w spółdzielni było równoważnikiem zdania, który niósł za sobą chyba najwięcej treści w historii ludzkiego języka. "Nie da rady" nie oznaczło wcale, że się nie da. "Nie da rady" oznaczało, że istnieje hierarchiczny układ zależności. Że elementy biurokratyczne są ze sobą ściśle powiązane. Że pewni ludzie mają pewne ambicje. Że tym ludziom należy pomóc spełniać te ambicje. "Nie da rady" nie oznaczało, że się nie da. Przeciwnie, oznaczało właśnie, że się da. Człowiek wyposażony w pęto kiełbasy, koniak, bony do Pewexu mógł z otwartą przyłbicą stanąć do walki z systemem i mimo, że wojny wygrać nie mógł, czasem udaw


...lub czasopisma
2007-08-28 23:09:00
Dzisiaj wylatuję, więc powinienem może napisać coś o reisefieber albo socjologicznych implikacjach się pakowania, ale nie. Ograniczę się jednak tylko do zacytowania Rzeczpospolitej. Może się bowiem okazać, że zostanie za mną wysłany międzynarodowy list gończy...Właściciele stron internetowych muszą je zarejestrować, jeśli nie chcą być ścigani przez prokuraturę. To efekt ostatniego postanowienia Sądu NajwyższegoProkuratorzy coraz chętniej ścigają autorów stron internetowych za to, że nie zarejestrowali ich w sądzie jako dziennik lub czasopismo. Przekonał się o tym m.in. Leszek Szymczak, prowadzący serwis GazetaBytowska.pl, który został oskarżony o prowadzenie serwisu bez rejestracji. Organy ścigania zajęły się nim, ponieważ nie usunął z forum komentarzy internautów na temat komornika, o którym program wyemitowała TVN. Szymczak czeka na wynik apelacji. W pierwszej instancji sąd w Słupsku co prawda umorzył postępowanie ze względu na


napad na bank
2007-08-27 21:04:00
Wyobrazcie sobie taka scenke: pieciu uzbrojonych po zeby mezczyzn wchodzi do banku puszczajac serie z karabinow maszynowych, jeden z mezczyzn miazdzy twarz ochroniarzowi, drugi w tym czasie atakuje zwyklego klienta biorac go za funkcjonariusza banku, szybko grabia pieniadze, po czym odjezdzaja bialym oplem corsa na pare minut przed przybyciem policji.Historyjka jakich wiele, myslicie sobie, nic szczegolnego; ot, kolejny napad na bank rodem z amerykanskiego filmu, nie przynudzaj, Podgorska, bo czasu szkoda.. Co bardziej otrzaskani z kinem czytelnicy pewnie prostuja raczki siegajac po popcorn i czekaja na prawdziwie emocjonujace historie.Moi drodzy, ten napad wydarzyl sie dzisiaj w banku znajdujacym sie na campusie uniwersyteckim dwie przecznice obok mojego domu. Nie wiem jak wam, mi przeszla ochota na popcorn... przynajmniej na razie.


wczesna jesień
2007-08-27 08:19:00
Dzisiaj bardzo subtelnie i elegancko późne lato zrobiło się wczesną jesienią. Z drzew nie zaczęły nagle spadać liście, nie zrobiło się deszczowo, temperatura nie obniżyła się znacząco i nie zaczął wiać wiatr. Tylko coś się stało z powietrzem. Kto się urodził we Wrocławiu, ten wie: nagle miasto zaczyna pachnąć troszkę inaczej. Trudno powiedzieć jak - Jagoda stwierdziła, że po prostu to może lato przestaje pachnąć tak intensywnie. Ale jest też w tym dzisiejszym powietrzu coś, co zapowiada listopadową czerń i styczniową biel. Włącza się refleksja, a wszelkie wnętrza stają się bardzo przytulne.Odbyłem na tę okoliczność ("na tę okoliczność" zawsze mówią policjanci w Wiadomościach) małą wycieczkę sentymentalną na kąpielisko przy Racławickiej. Pamiętam, że na basen 50. metrowy dzieci mogły wchodzić tylko z kartą pływacką. Basen był olbrzymi, błękitny i głęboki i przez swoją niedostępność wyjątkowo kuszący. Ale ja m


dotarłem
2007-09-01 02:41:00
Nie będę się rozwodził nad moją podróżą. Była długa, ciężka i męcząca. Ciekawy przerywnik miałem w Londynie, gdzie odbyła się nostalgiczna impreza o zabarwieniu patriotycznym. Zjedliśmy lasagne, popiliśmy Grolschem a potem coś zaczęło nam wyć w duszach i Janek nie wytrzymał...***Nie wiem jak to jest, ale Fidżi jest dokładnie taka, jak wyobrażenia o niej. Panie chodzą w kwiecistych spódnicach, a we włosach mają zatknięte kwiaty, ocean jest niebieski jak barwione szkła kontaktowe, a na lotnisku podróżnych wita trupa gitarowo-ukulelowa, grając rzewne kawałki. To tak na pierwszy rzut oka.Z drugiej jednak strony, wszędzie jest na wpół slumsowo, nawet w mojej posh dzielnicy. Nie ma się co jednak dziwić, to jest kraj zaliczany do Trzeciego Świata. (Zabawne: w krajach Trzeciego Świata zawsze wszyscy jeżdżą Toyotami, i to starszymi modelami, których nikt nigdy w Europie nie widział).Mieszkam z bardzo sympatycznymi ludźmi. Właściciel domu jest


LA
2007-08-30 22:47:00
No wiec moglo byc gorzej. moglo sie odkrecic smiglo od samolotu od tego nieustannego krecenia. albo mogly sie na pokladzie pojawic weze. a zapominialem tylko zasilacza od lapotopa.jestem na razie w LA i zaczynam rozumiec skad sie wzial pomysl republikanow zeby wpisac j. angielski jako urzedowy do konstytucji. celnicy porozumiewaja sie miedzy soba po hiszpansku, chinsku i tajsku, a ze mna w czyms na ksztalt angielskiego. do konstutucji jednak najpierw bym wpisal nakaz udostepniania prysznicow na kazdym lotnisku.zaraz lece dalej, moze dostane w samolocie jakies australijskie piwo. bo bez piwa kolejnych 11 godzin nie usiedze.


wymowka
2007-09-24 15:55:00
Chcialam pojsc z moim nowym brazylijskim znajomym do kina. Bardzo chetnie, ale teraz nie moge, mam maly klopot, moja fazenda znajdzie sie prawdopodobnie na trasie marszu ruchu spolecznego sem-terra, powiedzial.***To najbardziej intrygujaca wymowka, jaka do tej pory uslyszalam.Po pierwsze, skubany ma dwadziescia lat i swoja fazende (wielka plantacje). Z innych zrodel wiem tez, ze zatrudnia na stale sprzataczke, kucharke, styliste, ortodonte, trenera na silowni, prawnika, informatyka i psychoanalityka. Po drugie, marsz ruchu spolecznego sem-terra?Sem terra znaczy bez ziemi. Ruch Spoleczny Pracownikow bez Ziemi (Movimento dos Trabalhadores Rurais Sem Terra, MST) jest najwiekszym ruchem spolecznym Ameryce Poludniowej, zapoczatkowanym w latach '80. Jego jest wymuszenie reformy rolnej i redystrubucja ziemi uprawnej. Dlaczego, zapytacie. Otoz w Brazylii, kraju razacych nierownosci spolecznych, wiekszosc ziemi uprawnej skupia sie w rekach kilku procent populacji. Ma to swoj poczatek


Rafa.
2007-09-23 03:21:00
Mam często taki sen, w którym potrafię skoczyć w górę i utrzymywać się kilka metrów nad ziemią. Potrafię odbijać się od powietrza i godzinami szybować, dowolnie zmieniając kierunek i wysokość. Jestem wtedy zupełnie wolny, nie dotyczy mnie grawitacja, przestają istnieć problemy. Nurkowanie na rafie jest jak mój sen, tylko dużo piękniejsze.Żeby dotrzeć na Caqalai, jedziemy kilkadziesiąt kilometrów wybrzeżem na wschód. Pod mostem, w niewielkiej wiosce czekają łodzie motorowe. Rzeka się wije. Kapitan bierze zakręty bardzo ostro, przechylamy się. Prawie dotykamy ściany lasu tropikalnego. Leje, chowamy się głęboko w nieprzemakalnych kurtkach. Ujście rzeki. Ocean. Łódka odbija się od fal, z wody wyskakują latające ryby i tuńczyki. Nagle, kilkaset metrów na południe pojawia się drzewo mango. Nie ma żadnej wysypy. Po prostu wyrasta prosto z wody. Jest zupełnie samo, na tle pustego horyzontu.Caqalai ma wielkość Stadionu Olimpijskiego, można j


broken umbrellas
2007-09-21 16:39:00
Od trzech dni pada, a Porto Alegre po raz kolejny roi sie od polamanych parasoli. Nigdy jeszcze nie widzialam az tylu polamanych parasoli, mhm, ja nigdy wczesniej nie widzialam, zeby ktos wyszedl z domu z polamanym parasolem w celu wykorzystania go do perwersyjnie nieskutecznego chronienia sie przed deszczem.W Porto Alegre z polamanymi parasolami chodza wszyscy.Chcialam byc europejska, elegancka, nieprzecietna. Kupilam parasol w zeszly píatek, polamalam w srode. Jak widac, bezrobocie w Brazylii mozna rowniez zanizac rozwijajac przemysl parasolowy. Nie ze mna takie numery, nie dam sie nabic w parasolowa butelke, nowy parasol made in Brasil kupie moze na nowy rok, z okazji wizyty papieza, ewentualnie w przypadku katastrofy ekologicznej. W Porto Alegre pada przynajmniej raz na tydzien i to podobno przez caly rok.***Od trzech dni pada, a Porto Alegre po raz kolejny roi sie od butow na koturnach. Na koturnach chodza wszyscy, alez dlaczego, zapytacie. Otoz na ulicach tworza sie gigantyczne


O przestrzeni
2007-09-20 21:41:00
Z przestrzenią to jest tak: odległości nie podaje się w metrach, jardach czy kilometrach. Z uwagi na absolutną powszechność użycia taksówek, odległości podaje się w taksówkodolarach. Czyli na pytanie "How far from the office do you live?" należy spodziewać się odpowiedzi "Oh, around a three-fifty taxi ride". To mierzenie dystansu poprzez środki transportu kołowego nie jest w sumie szczególnie wyjątkowe. Zauważcie, że gdy u nas zapytać, "gdzie mieszkasz" można się spodziewać na przykład odpowiedzi "trzy przystanki od Ronda". Planuję zresztą przesiąść się w autobusy tutaj. Po trosze ze względu na dużo niższe koszty, po trosze z chęci większego zintegrowania się ze społecznością lokalną. Jeśli mocno wytężycie wyobraźnię i postanowicie sobie wyobrazić fidżyjski autobus, to prawdopodobnie zobaczycie coś takiego:


Page 2 of 4 « < 1 2 3 4 > »
eXTReMe Tracker